Felietony

Antoni Ciszewski: Za pancernymi drzwiami

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Antoni Ciszewski: Za pancernymi drzwiami.

Jest jedna wielka niewiadoma. Gdyby tak nie było, napady, włamania –  rozpruwanie sejfów miliarderów pod ich nieobecność, rozprawiczanie szaf pancernych w urzędach konstytucyjnych – mnożyłyby się jak grzyby po deszczu. Zwykle dzieje się tak z powodu poszukiwania tego, co dla poszukiwacza wydaje się być bezcenne, nie tylko warte zachodu. Tylko złodziej/włamywacz wie gdzie i czego szukać. Ta powszechnie znana subkultura marginesu społecznego  zdążyła już oblecieć wszystkie kina na świecie.

Najnowszą wersją tego odcinka stały się liczne nagrania krążące w Internecie, przedstawiające akcję mrożącą krew w żyłach, z bezpośrednim udziałem funkcjonariuszy Prokuratury Krajowej Wydział Spraw Wewnętrznych oraz funkcjonariuszy Policji, którzy w sposób zupełnie bezpardonowy wtargnęli do organu konstytucyjnego, samowolnie (?) doprowadzając do podważenia wizerunku sędzi Dagmary Pawełczyk-Woickiej jako przewodniczącej Krajowej Rady Sądownictwa oraz powodując szkodę majątkową na majątku ruchomym instytucji tak ważnej dla sądownictwa w Polsce.

Poszło o pancerne szafy skrywające, jak to zawsze bywa, przysłowiowe „trupy” – w tym konkretnym przypadku chodzi o akta kilkunastu spraw dyscyplinarnych, dotyczących określonych sędziów sądów powszechnych, skonfliktowanych z prawem (?), prawdopodobnie przyłapanych na gorącym uczynku jeszcze za rządów Zjednoczonej Prawicy.

Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱

Potrzebujemy : 15 000 zł, zebraliśmy: 15 756,37 zł.
105%
Zobacz kto wparł nas tym miesiącu: Tutaj

Sytuacja trochę nietypowa, jak na film gangsterski oczywiście, bo motywem tego niewątpliwego wtargnięcia przez prok. Piotra Myszkowca na teren uczelni wyższej (SGGW), w asyście uzbrojonych po zęby policjantów, gdzie KRS podnajmuje powierzchnię biurową, nie było żadne nagłe zawiadomienie, mogące świadczyć o ewentualnym zagrożeniu życia lub zdrowia kierownictwu oraz pracownikom zatrudnionym w KRS ze strony np. obcych służb lub innych dywersantów, do tej pory nieznanych organom ścigania.

Skoro nie było racjonalnego motywu działania operacyjnego dla organów ścigania – czyli konieczności użycia siły fizycznej i specjalistycznego sprzętu w stanie wyższej konieczności – musiał więc być brany pod uwagę jakikolwiek pretekst do „grzecznego wypchnięcia” dziennikarzy i nielicznego personelu KRS z ciągów komunikacyjnych wewnątrz budynku.

Trzymając się opcji „trupa w szafie”, należałoby wysnuć takie oto podejrzenie, że nieproszonym gościom – oprócz wersji podanej do oficjalnego obiegu – prawdopodobnie mogło chodzić o narządy ludzkie do przeszczepu (?) – tykające jeszcze skurczem serce, nerki, wątrobę – te ludzkie elementy, na których ostatnio tak dobrze się zarabia.

Lecz w trakcie podjętych czynności poszukiwawczych – nie zabrało nerwowych ruchów – okazało się, że w środku tych szczelnie zamkniętych pomieszczeń od przynajmniej kilkunastu miesięcy zalega już tylko samo jelito grube (?). Czyli jeden wielki smród – aż po same pachy.

Wziąwszy więc do rąk – owe już papierowe „truchło” – owi poszukiwacze przygód zwyczajnie sobie poszli, przez nikogo nie niepokojeni. Naprawdę, hochsztapler Kwinto by się uśmiał. Kultowa scena z filmu Vabank, jest bowiem następująca:

Podejrzany Kramer, panicznie szuka dla siebie alibi – Niech pani otworzy! Czy zastałem pana, tego, no…, Murzyna?

Zdziwiona kobieta, w papilotach na głowie i z pokojowym psem na ręku, odpowiada: – Jakiego Murzyna?

Kramer: – Tego Murzyna, który mieszka u pani.

Zdziwiona kobieta: – A niech mnie Matka Boska broni. Pod jednym dachem z antychrystem?

Zniecierpliwiony Kramer: – Dlaczego pani kłamie? Przecież widziałem jak wczoraj wychodził z pani domu Murzyn z psem!

Zdziwiona kobieta: – Z psem?

Poddenerwowany Kramer: – Tak z psem !!!

Przelękniona kobieta: – Święty…, jakim psem !? Tu niema ma żadnego psa – stanowczo oznajmiła kobieta, odwróciła się i weszła do mieszkania, zamykając drzwi za sobą.

Kramer zupełnie wytrącony z równowagi, waląc pięścią w drzwi: – Jak to nie ma żadnego psa, przecież widziałem jak wychodził wczoraj Murzyn z taką dziwką i z psem.

Zbity z tropu Kramer odwraca się do komisarza i oznajmia: – Ta baba też jest z nimi w zmowie. Nich ją pan aresztuje! Błagam pana! Panie komisarzu, jak Boga kocham, widziałem jak tu wczoraj wychodził pies z Murzynem, nooo !!! Panie komisarzu, jak Boga kocham, nooo, błagam pana !!!

Komisarz odpowiada: – Panie Kramer, wystarczy tego alibi. Idziemy !

Przedwojenna Warszawa znała takiego słynnego włamywacza – nazywał się Stanisław Cichocki (ur. ok. 1890 roku) ps. „Szpicbródka” – odwzorowany w roli filmowej – w Vabank – jako Henryk Kwinto właśnie.

Ciekawe, że Cichocki karierę włamywacza rozpoczął w carskiej Rosji. Fachu uczył się od niejakiego Wincentego Brockiego, który zasłynął okradzeniem skarbca w klasztorze Jasnogórskim w 1909 roku. Natomiast Cichocki już w wieku 17 lat forsował zabezpieczenia pancerne w berlińskich bankach. Pisały na ten temat ówczesne gazety w całej Europie.

W ten sposób, sceny w siedzibie KRS mają niewątpliwie podobny wątek kryminalny. Wydaje się, że to także dobry wyjściowy materiał na całkiem niezły film gangsterski. Przy okazji podwoiłbym zabezpieczenia skarbca w Narodowym Banku Polskim, bo coś mi się zdaje, że rezerwy polskiego złota są zagrożone. Sprawy dyscyplinarne sędziów sądów powszechnych, prowadzone przez sędziego Piotra Schaba i jego zastępców, to wszak mały pikuś, gdy od pewnego czasu szykowany jest frontalny atak na prezesa NBP.

Jedno jest pewne: lada dzień, lada miesiąc, kroi się naprawdę gruby „skok”.

Polecamy również: MSWiA wprowadzi pozwolenia na broń czarnoprochową

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!