Marcin Drewicz: Trylogia „Zagłada” Kazimierza Brauna
Za mało znamy historię owych „restauracji” (l.mn.), czyli przywracania w różnych krajach Europy porządku po upadku rewolucji francusko-napoleońskiej. Co się udało przywrócić, a czego już nie? W jakim kraju tak, a w jakim inaczej? Tamte atoli zmiany rewolucyjne były jednak – przyznajmy to – płytsze (!), aniżeli wyniki tej w XX już wieku w kilku etapach tratującej zwłaszcza Rosję oraz środkowo-wschodnią część Europy rewolucji, najogólniej rzecz nazywając, socjalistycznej, zwłaszcza w jej najcięższej komunistycznej odmianie (istnieje wszakże pogląd, dla krajów Europy południowej, że anarchizm bywał jeszcze gorszy od komunizmu).
Do kanonu komunistycznej rewolucji należał zabór ziemi, czyli gospodarstw rolnych, także i lasów, razem z całkowitym z reguły obrabowaniem właścicieli tych nieruchomości wraz z rodzinami i najbliższymi współpracownikami, poniżeniem tych ludzi, wygnaniem ich nie dość że z domów rodzinnych, to i ze stron rodzinnych, nierzadko też ich po prostu wymordowanie.
Tym sposobem rozprawiono się w Polsce na przełomie 1944/1945 roku (w innych krajach naszej części Europy działo się podobnie!) z owym polskim „narodem historycznym”, czyli z przywódczą dotąd w Narodzie przez stulecia kulturowo-społeczną warstwą ziemiańską. Ten brak do dzisiaj nie został w Polsce uzupełniony, a gigantyczna krzywda nie została naprawiona. Toteż obecnie, „jak to u nas – jest jak jest”.
„Ziemianie – sól ziemi” – jak czytamy na transparencie pojawiającym się pod koniec drugiego tomu trylogii.
Takie działania nazywano „reformą rolną”, przy czym część pozyskanych powyższym sposobem ziem parcelowano na małe działki obejmowane przez chłopów dotąd bezrolnych lub małorolnych (chłopi zamożniejsi też byli wywłaszczani ze swojej ziemi!), część jednak pozostawiano w postaci rozległych, jak je w Polsce nazywano, PGR-ów, czyli Państwowych Gospodarstw Rolnych. Wiele by o tym mówić…
Więc mówi o tym i pisze prof. Kazimierz Braun, autor od dawna działający nie w Polsce już, lecz w odległych Stanach Zjednoczonych AP. Najwidoczniej „z oddali widać lepiej”, gdyż w Kraju katastrofą „reformy rolnej” i jej następstwami prawie nikt się nie zajmował, ani nie zajmuje. Aczkolwiek: „’prawie’ robi różnicę”.
Skoro więc powszechna wiedza na powyżej przywołane tematy w Polsce już właściwie uwiądła (na wiele innych doniosłych tematów także!), to Autor „Zagłady”, wszakże powieści, więc człowiek występujący tu akurat nie jako dokumentalista, lecz beletrysta, czuje się jednak w obowiązku wkomponować w powieściową fabułę dość obszerne, by tak rzec, prezentacje ogólnohistoryczne, aby swoim Czytelnikom możliwie najszerzej dopowiedzieć w czym rzecz.
Aby możliwie żadne z tego splotu jakże licznych zagadnień składających się na ową „reformę rolną” nie pozostało bez wzmianki. Więc i my pośpieszmy tu od razu z kolejnym dopowiedzeniem (!), że pod hasłem „reformy rolnej” (także owej „nacjonalizacji przemysłu”), a to dlatego, że dotyczy ono zarówno szerokich mas Narodu, jak i zwłaszcza owej jego historycznej zniszczonej warstwy przywódczej, ogniskują się dosłownie wszystkie aspekty życia tegoż Narodu, zarówno materialne jak i duchowe (sic!) – jego historia dawniejsza, nowsza oraz jego teraźniejszość (!) w bieżącym XXI już wieku; „Narodu Polskiego takiego, jaki on akurat teraz jest”.
Tak więc – a podkreślmy to stanowczo – Kazimierz Braun napisał w swoich trzech „Zagładach” nie tylko wstrząsającą „historię lat (niedawno) minionych”, lecz zarazem przypowieść-wołanie o Polsce dnia jak najbardziej dzisiejszego-bieżącego.
„Są w Ojczyźnie rachunki krzywd i obca dłoń ich też nie przekreśli” – wieledziesiąt lat już temu napisał inny wszak autor, z odmienną intencją, lecz właśnie nam dzisiaj tę jak najbardziej użyteczną teraz frazę płynnie ofiarowujący.
Nie opowiadajmy więc tu o zagładzie polskiego ziemiaństwa i wraz z nim Polski w wielesetletnim tych słów rozumieniu, lecz wskażmy gdzie i o jakich jej etapach opowiedział Kazimierz Braun.
„Zagłada”, ta pierwsza (wydanie pierwsze: 2022) traktuje o drugiej wojnie światowej, o niemieckiej okupacji w tzw. Generalnym Gubernatorstwie (rzecz się dzieje na lewym brzegu Wisły, w Świętokrzyskiem), o heroicznej epopei polskiego dworu tamtych lat, o przejściu sowieckiego frontu w styczniu 1945 roku i o instalowaniu tzw. władzy ludowej, czego „pomnikowym” akcentem była owa jak najszybciej przeprowadzana „reforma rolna”. Niech przemawia Powieściopisarz i niech lekturą syci się jego Czytelnik.
My tu śpieszymy zwrócić najogólniej uwagę na ów jakże dogłębnie przez Kazimierza Brauna prześledzony proces rozrywania tej jedności, jaką jest wraz ze swoją ziemią i ze swoim na niej domostwem oraz gospodarstwem człowiek i, szerzej, rodzina, która na tej samej ziemi żyje i pracuje od setek lat. I tu raptem – owszem, nie raptem, gdyż zapowiedzi tej tragedii datują się jeszcze sprzed wojny, z tego zwłaszcza, co wydarzyło się na wschód od Polski – cały ten wielowiekowy dorobek idzie w gruzy i/lub zostaje rozkradziony, rozszarpany, a ludzi rozpędza się na poniewierkę lub morduje.
Pozostaje jedno tylko, mianowicie – ziemia. Lecz już w rękach i pod zarządem ludzi obcych i nieprzyjaznych.
Takie wspomnienia, wrażenia i obrazy pozostają już na zawsze w świadomości będącego w roku 1945 w wieku szkolnym Adama Szablowskiego, o którego traumatycznych przeżyciach już tu nie powiemy, gdyż nie chcemy odbierać P.T. Czytelnikom wrażeń z odkrywania kolejnych powieściowych odsłon.
Mija owe 45 lat komunistycznego PRL-u i oto mamy… o nie, nie jakieś, dajmy na to, „Wyzwolenie”, „Restaurację” (patrz: wyżej), „Odrodzenie”, czy „Zadośćuczynienie”, lecz, po dawnemu: „Zagładę 2.0”, czyli continuum.
Adam Szablowski jest już wtedy przedsiębiorcą w Stanach Zjednoczonych, żonaty z Polką, ma dwoje dorosłych dzieci. Kształcił się był w PRL-u i tu przez lata pracował. Co najważniejsze i co podkreśla Autor – to co Szablowski zdobył w życiu, zaczynając przecież od zera, uzyskał był wytrwałą fachową pracą, a nie poprzez żadne kumoterstwa, ani szwindle, ani poprzez jakąś polityczną przynależność, jak zwłaszcza do PZPR. Owszem, w Polsce spotyka on dość ciekawą postać, świadomie korzystającą z przywilejów wynikających z przynależności do partii komunistycznej, i to przecież nie jedną taką postać…
Bo też Szablowski, zwiedziony doniesieniami o przełomowych wydarzeniach w Ojczyźnie, przybywa do Polski w październiku roku 1989 (sic!), aby wysondować możliwości – jak Kontrrewolucja, to Kontrrewolucja – odzyskania rodowego majątku, z czym wiąże na przyszłość plany ważne w kontekście nie tylko własnym-rodzinnym, lecz także tym ogólnospołecznym i ogólnonarodowym (których to planów my tu oczywiście nie zdradzamy).
„Zagłada 2.0” jest to więc jakże dynamiczne studium tego, czym tak po prawdzie była, a raczej czym nie była owa oparta na tzw. okrągłym stole i na tzw. rozmowach w Magdalence „druga rewolucja Solidarności” roku 1989. Dość powiedzieć, że zwyczajna – wydawać by się mogło – restytucja mienia zagrabionego przez komunistów znalazła przeciwników także wśród części członków, a nawet i działaczy „Solidarności”, że o ludziach reżimu komunistycznego już nie wspomnimy.
Najpewniej wszystkie argumenty „za” i „przeciw” Kazimierz Braun w swej powieści zbiera. Wybrzmiewają one z m.in. trybuny nowo wybranego Sejmu, gdyż za przyczyną zwłaszcza Adama Szablowskiego dochodzi tam do procedowania ustawy restytucyjnej, odrzuconej przez znaczną większość sejmową. I na tym kończy się w rzeczy samej polityczna powieść „Zagłada 2.0”.
My zaś przypominamy sobie to, co działo się później, poprzez ostatnią dekadę XX wieku. Prób ustawowego przywrócenia w Polsce choćby tylko części zagrabionego mienia było kilka – wszystkie nieudane. Inne byłe „kraje demokracji ludowej”, inaczej niż Polska, za bodaj pierwszy krok „wychodzenia z komunizmu” potraktowały, różnie w każdym kraju rozwiązane i przeważnie tylko częściowe, lecz jednak zadośćuczynienie obrabowanym rodzinom.
Powieściowy Adam Szablowski konstatuje w roku 1989, że tę powieściową ustawę o restytucji mienia, która zdaniem jej autora „jest rzeczywiście absolutnie prawidłową konstrukcją prawną; jest przy tym wyważona – nie kompromisowa – ale właśnie wyważona…” (s. 289), napisała osoba dość nawet nieoczekiwana, i takaż osoba, ale inna, będzie ją na forum Sejmu prezentować. Takie to są u nas… zakręty historii.
Dowiaduje się on także: „gdyby pan zdecydował się kupić swój majątek, to mogłaby to być nawet dość szybka i krótka ścieżka (…) tak jest w tym projekcie ustawy; to stoi na pierwszym miejscu; musimy w pierwszym rzędzie odbudować państwo; ścieżka restytucji jest obwarowana bardzo wieloma warunkami…” (s. 204).
Ubiegając dalsze nasze spostrzeżenia zauważamy, iż w „Zagładzie 3.0”, której akcja toczy się 34 lata później, tj. w roku już 2023 – czyli „teraz”, w głębi już XXI stulecia – znajdujemy potwierdzenie, iż owo ordynarne (sic!) odkupienie własnego majątku od państwa występującego tu – przyznajmy – jako paser (!) lub od osoby, która z racji partyjnego przywileju nabyła go od państwa-pasera „po preferencyjnej cenie”, nadal pozostaje dominującym sposobem odzyskania już przez wnuków i prawnuków ograbionych ziemian choćby tylko tych miejsc pozostałych po rodowych siedliskach-dworach.
Zabiegany Adam Szablowski, przemierzający dawno nie widziany Kraj wynajętym samochodem, znajduje jednak te ulotne chwile, aby zatrzymać się i aby nieśpiesznie wyruszyć na spotkanie rodzimych krajobrazów, tych szczególnych miejsc odwiedzanych w dzieciństwie i jeszcze w młodości, no i miejsc najwcześniejszego swojego zamieszkania. Na poradę duchową też czas on znajduje.
Otóż właśnie. Kazimierz Braun skupia swoją uwagę powieściopisarza na restytucji mienia ziemiańskiego, zresztą – na co wreszcie należy wskazać – wiedziony smutnymi doświadczeniami rodziny własnej i innych mu bezpośrednio znanych. Niektóre inne grupy społeczne także zostały przez komunistów ograbione; ograbiony został również Kościół Katolicki.
My niniejszej wypowiedzi stosowną kwerendą nie poprzedziliśmy, acz śpieszymy zauważyć – per analogiam – że restytucja nieruchomego mienia kościelnego w Polsce została przecież na przełomie XX/XXI wieku w znacznym zakresie przeprowadzona, a proces ten trwał bodaj ze dwadzieścia lat. O jego zakończeniu napomknęły nawet media o najszerszej oglądalności i tą drogą wielu z nas dopiero się dowiedziało, że i takie rzeczy się w naszym Kraju dzieją.
A więc – można! Jest więc przećwiczony gotowy wzór praktycznego postępowania w tym zakresie w warunkach Polski już XXI stulecia. Po wyeliminowaniu zaobserwowanych błędów można się nim przecież posłużyć także restytuując mienie obrabowanych polskich rodzin – osób prywatnych, ale i rodzinnych instytucji gospodarczych też. Nieprawdaż?
Dlaczego więc o tym jest wciąż głucho? Dlaczego restytucja mienia kościelnego – rzecz przecież niezwykle zajmująca – odbywała się w absolutnej medialnej ciszy? Dlaczego dopiero polski pisarz z Ameryki, człowiek należący do dziś już najstarszego pokolenia musi podejmować ową tematykę zwrotu polskiego mienia prywatnego? A w Kraju nadal cicho.
Staramy się sobie przypomnieć takie lub inne gawędki z różnymi osobami i/lub medialne enuncjacje na rzeczony tu temat, na przestrzeni ostatniego 36-lecia. W naszym przypadku nie było wiele ku temu okazji. Niemniej przypomina się opinia, dźwięcząca poprzez ten długi okres, że „będącego na post-komunistycznym dorobku Państwa Polskiego nie stać na zadośćuczynienie ograbionym przez komunę i przez hitlerowców polskim rodzinom ani w naturze (tu: zwłaszcza ziemia, lecz przecież nie tylko ona), ani w postaci zamiennych rekompensat pieniężnych”.
Wtedy już też, lecz zwłaszcza ostatnio na taki respons normalnego Polaka ogarnia furia:
Nie stać was? A na wywołanie gigantycznych strat i nawet masowych śmierci (!) tymi absurdalnymi „regulacjami covidowymi” to was było stać! Na zawołanie! A na „utrzymywanie drugiego narodu” (ukraińskiego) z naszej polskiej kieszeni to was przecież stać! A na coś tak kosztownego, jak zbrojenie – nadal z kieszeni wynędzniałego polskiego podatnika – obcego (ukraińskiego) państwa prowadzącego wyniszczającą wojnę materiałową to was stać! A na zwalnianie zagranicznych koncernów, lecz i mniejszych zagranicznych firm z płacenia w Polsce podatku to was stać!
Na najrozmaitsze ulgi pieniężne i prawne obejmujące przebywające tutaj tłumy obcoplemiennych nachodźców z teraz już bodaj kilkudziesięciu narodowości to was stać! Na rozmaite „zielone łady” oraz na zakup nośników energii u droższych, a nie u tańszych dostawców was stać! Na od lat 90. XX w. (wcześniej też, ale w innym trybie) dewastację polskiego przemysłu, w tym wydobywczego, w tym gospodarki morskiej i w ogóle na dławienie polskiej inicjatywy i polskiej wytwórczości to was stać!
W ostatnich już czasach na tę wielomilionową emigrację Polaków z „rozwijającej się Polski” to was stać! Na zrujnowanie – jak się okazuje, jeszcze gorzej niż w czasach PRL-u – tych tysięcy zabytków wiejskiej architektury dworskiej i innej także, to was stać! Na samowolę obcej „deweloperki” w Polsce to was stać! I tak dalej – lista jest długa!
A wszystko to z dojmującą szkodą wszystkich Polaków, wśród nich zarówno tych z rodzin ograbionych przez „reformę rolną” i „nacjonalizację przemysłu”, jak i tych z rodzin beneficjentów owej grabieży.
Lecz państwa-mega-rozrzutnego-marnotrawnego i zarazem państwa-pasera (!) właśnie na to proste, i z pożytkiem dla wszystkich uczynienie zadość krzywdom nadal, koniecznie, „nie stać”. Te tracone jak dotąd, możliwe lecz niezaistniałe pożytki publiczne wskazuje Kazimierz Braun zapoznając nas z szerokimi planami powieściowego Adama Szablowskiego – jak to by mogło być, a nie jest.
Jedna z powieściowych postaci pośpiesza z takim oto oznajmieniem: „Dekrety o reformie rolnej, o nacjonalizacji lasów i o nacjonalizacji przemysłu napisali obcy. Ludzie obcy polskiej tradycji i polskiemu etosowi…” („Zagłada 2.0”, s. 351). My śpieszymy z polemiką:
Przecież sam Autor w usta innej powieściowej postaci wkłada informacje o wcale nie obcych, lecz jak najbardziej rodzimych-polskich „reformach rolnych” roku 1920 i 1925. Wiele by o tym pisać. W innych krajach Europy po pierwszej wojnie światowej działo się dość podobnie. Komunistyczna Moskwa w roku 1944/1945 miała wszędzie wszystko „jak na tacy”. Pozostawało tylko wprowadzić nieco poprawek do tamtych już gotowych i sprawdzonych tekstów.
I odwrotnie. W rewolucyjnej Hiszpanii Frontu Ludowego przeprowadzano „reformę rolną” zarządzoną w roku jeszcze 1932. Lecz wkrótce na obszarach zajmowanych od lata 1936 r. przez narodowo-katolickich powstańców całą tę „reformę” zwyczajnie unieważniono. Każdy więc, kto cośkolwiek był „wziął z reformy”, musiał to, w pierwszej kolejności ziemię, oddać właścicielowi. I tyle.
Ci wszyscy, którzy głoszą – Autor „Zagłady” przecież nie – że każdy Polak to to samo co szlachetne niewiniątko i że całe zło w Polsce (na ziemiach polskich) pochodzi tylko od obcoplemieńców, mylą się głęboko. Nie tylko od obcych!
Przecież bodaj wszystkie narody europejskie przez tę Rewolucję ostatnich dwóch i pół wieku zostały niejako rozerwane, rozbratane, zupełnie jak w ostrzegawczych wizjach z Pisma Świętego – jakże często brat, i bywało, że rodzony brat stawał przeciwko bratu. Obcy z tego korzystają, obcy do tego podjudzają, obcy podczepiają się do zwycięskiej i/lub bogatszej strony, lub do tej strony bardziej podatnej na zewnętrzne wpływy, do tej przekupnej (!) wreszcie… I tak dalej. Tak uczy historia.
Lecz obcy nam tu w Polsce nic złego nie będą władni uczynić, gdy my sami u siebie nareszcie porządek zaprowadzimy. Jak ci z pozoru naiwni powieściowi Szablowscy, którzy pokolenie za pokoleniem dobijają się o zwrot tego, co im zrabowano, a co do nich należy. Nieprawdaż?
O wydanej w roku 2024 „Zagładzie 3.0” pisaliśmy w dwuczęściowym omówieniu pt. „Pośmiertne zwycięstwo Sowietów nad nami. Wokół powieści 'Zagłada 3.0′ Kazimierza Brauna”. Czy synowi Adama Szablowskiego, Jerzemu, tym razem w roku 2023 (!) udało się w trakcie wizyty w Polsce złapać jakiś trop wiodący go do odzyskania rodowego siedliska? Na jakie trudności on z kolei napotkał? Tu zdradzimy tylko tyle, że na trudności… nieoczekiwane i innych jeszcze spraw dotyczące. I tak to się u nas wlecze już osiemdziesiąt lat… Jak długo jeszcze?
Powojenna Polska tak bardzo i nadal chce „równać do Zachodu”, od którego się ona w epoce PRL-u „oddaliła”. Lecz na tym-tam „wzorcowym” Zachodzie żadnych komunistycznych – jak te na wschód od „żelaznej kurtyny” – wywłaszczeń, zaboru ziemi, wypędzeń, rabunków, szykan i mordów przecież nie było. Nie ucierpiały tamtejsze „dzie-dzi-ce-krwio-pij-ce” („Zagłada 2.0”, s. 339). Chcecie więc dorównać? Uczyńcie to wreszcie! Przywróćcie tu w Polsce te „przedwojenne” standardy, jakie z takim zachwytem oglądacie na „wolnym Zachodzie”.
Na koniec troszkę o czymś tyleż innym, co i podobnym. Oto kwerenda przeprowadzona wśród teraz już wieludziesięciu (!) szkolnych podręczników do historii ostatniego 36-lecia najpewniej wykaże, iż w żadnym z nich – tak jak w tych z czasów komunistycznego PRL-u – nie ma owej barwnej wklejki z szeregami choćby tych tylko najstarszych polskich herbów szlacheckich (np. z „Klejnotów Długoszowych” lub spod aktu Unii Horodelskiej), z ich jakże esencjonalnymi archaicznymi nazwami.
Lecz bez tych herbów w rzeczy samej nie ma naszej historii, więc nie ma podstawy dla jakiegokolwiek odwołania się na dziś, ani na jutro. Tak więc egzekucja wyroku Rewolucji trwa u nas nadal!
Kazimierz Braun, „Zagłada”, Wydawnictwo Capital, Warszawa 2022, ss. 286; ten sam autor i wydawca: „Zagłada 2.0”, Warszawa 2024, ss. 358; „Zagłada 3.0”, Warszawa 2024, ss. 370
Polecamy również: Rząd Tuska wyłączył jedyny polski reaktor
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!